• Wpisów: 183
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 17:32
  • Licznik odwiedzin: 1 928 / 3142 dni
 
tygrys3k
 
przeczytalam przed chwila krotki artykul - ojciec jakiejs mlodej kobiety po raz trzeci probowal popelnic samobojstwo i lezy w spiaczce....

przywolalo to wspomnienia, z czasow gdy bylam w gimnazjum, gdy mama jeszcze zyla...
chciala popelnic samobojstwo - wziela garsc pigulek nasennych, ktore lekarz jej przepisal.moj mlodszy brat byl wtedy w domu, widzial to i zadzwonil po karetke - zabrali ja do szpitala ma plukanie zoladka, a potem musiala spedzic 2 albo 3 tygodnie w szpitalu psychiatrycznym - nie musieli jej do tego zmuszac, chciala tam dobrowolnie spedzic troche czasu, dac sobie pomoc.

to jasne jest jak slonce, ze nie chciala umrzec, to byl krzyk o pomoc - miala trudne dziecinstwo, potem malzenstwo, cale zycie miala ciezko ;(

tak strasznie mi jej zal bylo, pomimo tego, ze wcale sie miedzy nami nie ukladalo, wiedzialam jak strasznie nieszczesliwa byla i nie wiedzialam jak jej pomoc

bylam na nia wsciekla, bo co by bylo gdyby karetka za pozno przyjechala? moj brat musialby z tym zyc do konca swoich dni! z tym, ze jego mama popelnila smobojstwo a on jej nie uratowal...

bylo mi wstyd, ze chciala sie zabic, nie chcialam, zeby ktos sie o tym dowiedzial - w szkole zwolnilam sie z lekcji, aby pojechac z bratem odwiedzic mame w psychiatryku, ale nie powiedzialam prawdy dla wychowawczyni na temat tego w jakim szpitalu moja mam przebywala i na co "zachorowala" - moja wycha to byla suka i tez dlatego nie chcialam, zeby wiedziala

jak juz byla okolo 3 lat w Belgii, dostalam od niej (mamy)esa - nie pamietam dokladnie co napisala, ale to bylo cos w stylu, ze zycie juz dla niej nie ma sensu... od razu wiedzialam, ze znowu ma mysli samobojcze, ale zignorowalam to, nikomu o tym nie napisalam, uznalam, ze blefuje.
tez mnie tym zdenerwowala, bo nie pytala co u mnie, nie utrzymywalysmy juz ze soba kontaktu, wiec po cholere mi pisala, ze chce sie zabic?
pomyslalam nawet, ze moze lepiej byloby gdyby sie zabila.... wtedy to ja jej potrzebowalam - siedzialam w dlugach i nie wiedzialam gdzie sie podziac, nie moglam na nia liczyc, nie mialam nikogo kto by mi mogl i/lub chcial pomoc - sama w obcym kraju,jedyne co mi wtedy pozostalo to nadzieja... a ona mi pisala, ze chce sobie odebrac zycie,jakbym jeszcze malo problemow miala

mama nie zyje, zmarla na raka, cholernie mi jej brakuje ;( dzisiaj wiele bym dala, aby cofnac czas i niektore rzeczy zrobic inaczej.... jest juz na to za pozno - nie czas na zal, trzeba sie zajac leczeniem moich relacji z tymi, ktorzy jeszcze zyja, bo nigdy nie wiadomo kto bedzie nastepny - jak sie uda poprawic stosunki z rodzina, super! jak nie to przynajmniej bede miala swiadomosc, ze probowalam.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.